Cześć. Mam na imię Piotr i w wielkim skrócie opowiem Wam jak zostałem fotografem.  Nie urodziłem się z aparatem, ani nie znalazłem starego Zenita Taty na strychu. I tak dalej …  Mógłbym Wam napisać książkę o tym, jak to się stało, że zacząłem fotografować, ale czy to jest dla Was aż tak ważne? Skupię się na tym, że robię to co lubię i z tego co mi wiadomo robię to całkiem dobrze. Robię to również, dzięki mojej kochanej, zwariowanej rodzince, która zawsze mnie wspiera. Rozumie, że właściwie przez 3/4 roku nie mamy żadnej wspólnej soboty a i niestety czasem sytuacja wymaga pracy w niedzielę. Rozumie, że czasem zamykam się w moim studio godzinami żeby zdążyć z deadlineami i oddać materiał  klientom. Ale wie, że kocham to co robię. Kiedy tylko możemy, spędzamy czas razem. Lubimy kino, podróże i odkrywanie nowych miejsc. A czasem po prostu leniuchujemy na kanapie.   Od kilku miesięcy mamy również szurniętego psiaka imieniem Churchil.  Zapytacie dlaczego tak? Ano miał być bokser angielski lub francuski, już teraz nie pamiętam. Kojarzycie gębusię? No właśnie. I stąd miał być Churchil. Oczywiście  szanujemy pana premiera i to oczywiście skojarzenie wizualne rzecz jasna. Reasumując trafił się Parson Russell, ale imię postanowiliśmy zachować. Ciężką pracą, determinacją i kilkoma latami zdobywania doświadczenia doszedłem tu, gdzie jestem teraz.  A  jestem między innymi członkiem prestiżowej Wedding Photojournalist Association skupiającej najlepszych fotoreporterów ślubnych. W zeszłym roku znalazłem się w pierwszej pięćdziesiątce najlepiej ocenianych fotoreporterów ślubnych na świecie.

rodzinka-4-min
o mnie-min(1)
rodzinka-5-min